Relacje pokoncertowe..i słowem i zdjęciem

Wrażenia po koncercie Il Divo:
“…Dobra dziewczynki wróciłam.
Nie będę piała z zachwytu, żeby było jasne. Pierwszą połowę koncertu uważam za straconą. Ogromną wadą całej imprezy był fakt, że nie było…TELEBIMÓW. Tak! Więc niezależnie od tego czy ktoś miał bilet za 160, 180 czy 240 zł jak nie siedział pod sceną to nie widział nic prócz przechadzających się w czarnych garniturach sylwetek. Od razu mogli sobie podarować Armaniego, bo mało kto był w stanie to docenić, raptem jakieś 200 osób z najdroższymi biletami pod sceną. Pod tym względem ŻENADA!Ludzie wokół mnie byli tak wkurzeni, że myślałam, że rozniosą tą budę. Pomijam fakt, że technicy akustyczni trochę nie ogarniali i gdy chłopaki albo Kate wchodzili w najwyższe rejestry to wyraźnie nie było to przyjemne dla uszu. Trzeci i ostatni mój zarzut to to, że przez to, że zaprosili do występów Kate, która wykonywała kilka piosenek sama, to oni sami gnali od piosenki do piosenki (układ koncertu był taki, że od początku Il Divo, potem Kate, przerwa, Kate a potem Il Divo), a jak gnali od piosenki do piosenki to prawie nie rozmawiali z publicznością, nie podchodzili na luzie to wykonań, tylko raczej było to wszystko na sztywno, wg. scenariusza.
Dlatego po 15 min przerwie, ze łzami w oczach postanowiłam ratować swoje nadzieje na cudowny wieczór kiedy to napatrzę się na chłopców: zeszłam na płytę boiska, tak jak kilkoro innych ludzi i za “drogimi” sektorami sobie STAŁAM. Skróciło to dystans do sceny o ok 1/3, więc był to już spory sukces, choć nadal ich wyraźnie nie widziałam (dowód na to, że nawet Ci z najdroższymi biletami, którzy siedzieli przy końcu tego sektoru mieli średni komfort). Koncert trwał, śpiewali kolejne piosenki, aż doczekaliśmy się: “Pour Que Tu M’Aimes Encore”, więc było wiadome, że zbliżają się do końca występu. Dlatego starym zwyczajem wszyscy  przy tej piosence wstali i zaczęli klaskać i się dobrze bawić- no i w tym momencie ruszył, między sektorami, pod scenę, nasz stojący tłum (tak pokonałam 2/3 początkowej odległości pod scenę). Nie mogliśmy podejść bliżej, ponieważ stały tam krzesła widowni uparcie broniącej swoich miejsc, no ale i tak byłam przeszczęśliwa, bo akurat na wprost mnie stał Urs. :D Jak same wiecie, nic mi więcej nie trzeba było. :D Skończyła się piosenka, zaczęli śpiewać “My way”, dalej stoimy i się bawimy… a tu nagle Seb wskazuje w rogu pod sceną na kogoś i wtem leci jakaś rozanielona laska do niego po autograf. Dobra, dostała, uciekła. Nagle David na kogoś pokazuje i biegnie następna. Patrzę po kobietach obok (gdzieś w wieku mojej mamy), które zazdrośnie patrzą za oddalającymi się dziewczynami. No to wyciągam mój bilet i długopis i patrzę na nie i mówię: “To co? Idziemy?”. A one speszone, że nie, może nie…ale, że ja mam lecieć. No to ja miedzy ludźmi w rzędach, gdzieś tam… w końcu udało się. Ale co widzę?! Groupies średnia wieku 50, walczące z ochroniarzami o dopuszczenie do zespołu. Więc też podchodzę, a pan mi grzecznie tłumaczy, że nie ma opcji póki, któryś z nich nie pozwoli podejść, no to ja, że “ok”. W tym momencie byłam już może ze 3 m od miejsca, w którym na scenie stał Urs. Więc patrzę na niego wzrokiem zbitego psa i błagam w myślach, żeby może raczył mi zrekompensować fakt, że nie widziałam go prawie cały koncert, mimo, że powinnam. Oczywiście w tym samym czasie trwają zacięte walki dojrzałych groupies z ochroniarzami. Dlatego nie wiem, czy już mu się zrobiło żal mojej miny czy może bał się, że banda narwanych bab zabije ochroniarzy, więc podszedł do rogu sceny…i lecąąąa, urwały się :D I wszystkie z płytami, plakatami…tylko wszystkie bez długopisu. Na to Urs: “I don’t have a pen”, na co ja z satysfakcją na twarzy: “I have” :D I daje mu mój “zajebisty” pomarańczowy długopis za 3,20 :D i podsuwam wydrukowany bilet. I tu następuje najpiękniejsza chwila wieczoru: stojąc dosłownie centymetry od Ursa- dostaję autograf. :D No i w tym momencie porywa mnie tłum, bo już dostałam a one nie! A ja patrzę tęsknym wzrokiem za moim długopisem :D Więc, gdy Urs oddaje go ochroniarzowi, ja w odpowiednim momencie podchodzę, zabieram co moje i mam go z powrotem! :D Bisowali dwa razy, a ja do końca koncertu stałam z 2 metry od sceny z wypiekami na twarzy. :D
Wspomnienia mam niezapomniane. Co nie zmienia faktu, że motyw braku telebimów był i jest dla mnie nadal grubym przegięciem. A długopisu już nie oddam. :D…”
autor: Andzia87

 

 photo: Anna Urszula


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s